Alfabet wcale-że-nie-homofoba – część 2

Druga i ostatnia część alfabetu wcale-że-nie-homofoba, część pierwsza tu.

Alphabet_soup_insert_by_strawberryblues_via_Wikimedia

M jak Matka

rzecz jasna nadopiekuńcza. Rola tego stereotypu jest nie do przecenienia, w szczególności w budowaniu poczucia winy nieszczęsnych kobiet, na których w znacznej mierze opiera się potęga największej ostoi homofobii w Polsce.

N jak Natura

z którą homoseksualizm jest sprzeczny. Na nieśmiałą sugestię, że występuje w przyrodzie i to na bardzo szeroką skalę, prawilny homofob odpowie z oburzeniem: ale my jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami! czym uczyni dalszą dyskusję niemożliwą (i o to jak rozumiem chodzi).

O jak Ojciec

oczywiście nieobecny (patrz M jak Matka, rzecz jasna).

P jak Prawda

którą trzeba mówić i to bez ogródek, np. nazywając gejów pedałami, co wcale nie jest obraźliwe.

R jak Rodzina

którą homoseksualiści samym swoim istnieniem rozbijają. Walka w obronie Rodziny (koniecznie wielką literą) musi zatem polegać na odmawianiu im wszelkich praw i zastraszaniu, może wtedy znów pochowają się w szafach i Rodzina poczuje się nieco bezpieczniej. Szczytowym wykwitem tej logiki jest wypowiedź niejakiego Pata Robertsona (co prawda o feministkach, ale nie bądźmy szczególarzami): The feminist agenda is not about equal rights for women. It is about a socialist, anti-family political movement that encourages women to leave their husbands, kill their children, practice witchcraft, destroy capitalism and become lesbians.

S jak Seksualizacja

czyli innymi słowy edukacja seksualna. Przykładem seksualizacji może być to, że młodzież dowie się że istnieją różne orientacje seksualne i niekoniecznie należy lać pedałów po mordzie (patrz: P jak Prawda).

T jak Terapia Reparatywna

czyli rzekomy sposób pomocy osobom homoseksualnym. Nieszczęśników należy poddać torturom fizycznym i psychicznym, tylko dlatego, by nie zaburzać idealnego obrazu świata. Warto w tym kontekście dodać, że wielu uczciwych psychologów, którzy zwłaszcza ze względów konfesyjnych uczestniczyli w tym procederze, widząc jego opłakane skutki wycofało się i nawet przeprosiło. Dość wspomnieć amerykańską organizację Exodus, ale i w Polsce zdarzyło się, że autorzy książki Męska rozmowa wydali dekadę później kolejną Wyzywająca miłość, w której rewidują swoje tezy o zbawiennych skutkach zmiany orientacji seksualnej.

U jak Urolog

z którym prędzej czy później spotka się każdy gej w wyniku swojego rozwiązłego trybu życia. Wiadomo przecież, że zgodnie z katolickimi statystykami na widok geja czy lesbijki chrześcijańscy lekarze i pielęgniarki kryją się po kątach szpitala, tyle chorób roznosi takie indywiduum. Przy okazji: średni wiek mężczyzny zawierającego małżeństwo jednopłciowe we Francji wynosił 50 lat, kobiety – 43 (prawdopodobnie w znacznej części byli to ludzie, którzy całe życie czekali, by móc w końcu założyć, o przepraszam, rozbić rodzinę).

W jak Wstrzemięźliwość

czyli katolicka recepta na szczęśliwe życie dla każdego geja i lesbijki. W zasadzie powinienem to umieścić pod T jak Tortura, ale ta literka była już zajęta.

Y jak Yeti

który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie istnieje, ale czy to miałoby przeszkodzić czytelnikowi wykopu o nim mówić?

Z jak Zranienie

Geje i lesbijki to nie są po prostu “geje i lesbijki”. To osoby “dotknięte” homoseksualizmem, ewentualnie (lepiej) nim zranione. To nie może być po prostu część czyjejś tożsamości, to musi być coś wstydliwego, niegojąca się rana, nieprzerwane poczucie winy, do którego dobrzy katolicy będą podchodzić z delikatnością i szacunkiem.

BTW: ćwiter i fejs to bardzo wartościowe media społecznościowe, wiecie?

Advertisements

Czy kościół wyleczy się z leczenia homoseksualizmu?

Natknąłem się ostatnio na artykuł Przyczyny skłonności homoseksualnych i ich leczenie pióra ks. Mieczysława Piotrowskiego TChr. Nie będę z nim rzecz jasna polemizować, jednak jego lektura obudziła we mnie wciąż żywe wspomnienia. Mianowicie, kiedy w końcu zdecydowałem się powiedzieć ultrakatolickiej rodzinie o moim nieodwracalnym homoseksualnym zranieniu (planowałem wspólne życie z obecnym mężem), zostałem dosłownie zasypany katolicką literaturą przedmiotu – kto się tym nie interesował (lub nie został jak ja zmuszony do zainteresowania) nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jest obszerna. Odkurzyłem więc dolną półkę. Poniżej klikalna mini-galeryjka.

Zasadniczo narracja we wszystkich pozycja jest podobna: homoseksualizm to zranienie, objawia się niedojrzałością psychiczną i wielkim głodem miłości, ale poprzez odpowiednio prowadzoną terapię i zawierzenie można z tego bagna się wydostać. Na prostą.

Uczciwość nakazuje przyznać, że autorzy Męskiej rozmowy po 10 latach zrewidowali nieludzki pogląd o leczeniu homoseksualizmu i wydali kolejną książkę pt. Wyzywająca miłość. Oczywiście nadal, jak przystało na chrześcijan, traktują gejów z szacunkiem, współczuciem i delikatnością (co dla mnie oznacza: jak osoby w jakimś sensie chore czy niepełnowartościowe). Biorąc jednak pod uwagę wszechobecne zaślepienie panujące w polskim kościele, otwarte wycofanie się z tezy o konieczności leczenia gejów, przyznanie że to leczenie było krzywdzące, a także stawianie pytań o miejsce gejów w kościele sprawia, że panią Jabłońską i pana Gabrysia należy traktować z szacunkiem. A pewnie i z delikatnością i współczuciem, bo Bóg jeden raczy wiedzieć co ich czeka we wnętrzu tej organizacji.