Złoty tłit

Przeglądając statystyki Twittera zauważyłem, że jeden z moich tłitów bije rekordy (jak na moje skromne możliwości). Ponad 20 tysięcy wyświetleń!

Oczywiście nie zawdzięczam tego popularności mojego prywatnego profilu, ale temu, że podał go dalej sam kandydat, ba, nawet się do niego ustosunkował.

Oczywiście, bardzo to doceniam, ale jest mi smutno, że jedyna interakcja z doktorem Dudą wynikła z niezrozumienia ironii (proszę otworzyć zdjęcie w złotym tłicie).

Prawdę mówiąc wolałbym, by kandydat odpowiedział na któreś z moich poważnych pytań.

Np. na to:

albo na to:

czy na to:

No nic, pewnie będę się musiał zadowolić konstatacją, że stanowisko pana doktora jest zgodne ze stanowiskiem episkopatu. Miejmy też nadzieję, że kary przewidziane za związek partnerski nie będą wyższe niż 2 lata za in vitro.

Niewiele brakowało, a zapomniałbym. Jeden z kandydatów na prezydenta odpowiedział na moje tłitowe pytanie.

Odpowiedź padła na spotkaniu, o czym donieśli mi szpiedzy.

Tam razem jednak podobno kandydat zrozumiał o co chodziło w dowcipie.

Jakie wnioski dla prostego tłiterianina płyną z powyższych doświadczeń? Wychodzi na to, że jedyną szansą na interakcję z kandydatami na prezydenta Polski jest albo głoszenie tanich pochlebstw (tak tanich, że przekraczających granice parodii) albo gadanie od rzeczy.

Advertisements