Na Dudę?

Nie.

(fot. wPolityce.pl)

Doskonale rozumiem rozgoryczenie Platformą. Tym jak pogrywała sobie związkami partnerskimi i innymi sprawami ważnymi dla lesbijek i gejów. Zdaję sobie sprawę jak nieudolność, koniunkturalność i przaśność obecnego prezydenta może odstręczać do tego stopnia, że nie chce się oddać na niego głosu.

Nie mieści mi się jednak w głowie aktywne popieranie doktora Dudy i jego partii.

Taki np. poseł Stanisław Pięta, który na cześć doktora Dudy pisze tłity w rodzaju:

czy

kilka lat temu złożył interpelację, w której zrównywał homoseksualizm z pedofilią i zoofilią. Żartował też sobie wesoło, czy homoseksualistów należałoby powiesić czy rozstrzelać. Za te wszystkie akcje nie spotkała go żadna reprymenda ze strony władz partii, ba, bronili go światli i otwarci PiSowcy w rodzaju Jacka Sasina. To zrozumiałe, wszak wolność słowa jest tak cenna dla ludzi tej partii.

Zakładam, że głosujący na doktora Dudę nie łudzą się, że cokolwiek od PiSu otrzymamy, pewnie liczą na szybszy rozpad PO i przetasowanie na scenie politycznej (dyskusyjny scenariusz). Najbardziej prawdopodobna reakcja, na którą można liczyć ze strony katoprawicy, to szydersta (nawet pedały głosują na Dudę, hyhy). Można już usłyszeć, że to prowokacja, dla pobożnych katolików sama myśl że głosują na tego samego kandydata co gej jest niemożliwą do zniesienia obrzydliwością.

(Nie wiem dlaczego, ale przypomniała mi się posłanka PiS Szczypińska, która oświadczyła, że przy transfuzji wolałaby otrzymać krew nie od geja).

Naprawdę, nie zadrży wam ręka przy popieraniu tych ludzi?

Ćwiterfejs!

Advertisements

Wielbiciele marszałka

Powoływać się na Kościuszkę, posługiwać się jego imieniem, zachwycać się nim i solidaryzować się z jego ideałami może każdy bezkarnie, bez konsekwencji i kosztów. Bo Kościuszko nie żyje. Kto solidaryzuje się ze mną, musi płacić wysiłkiem, męką, trudem, ofiarą z wolności, z życia. Kiedyś, gdy mnie już nie będzie, będę miał także miliony równie zapalczywych i podobnie nieryzykujących wielbicieli.

Józef Piłsudski w grudniu 1915

Zaskakująco profetyczna wypowiedź.

wSieci

IMG_8046

pil1

fronda.pl

pil2

fronda.pl

Przed drugą turą wyborów przewiduję wzmożenie uwielbienia dla nieżyjących postaci. 

Ćwiterfejs!

Nieco ekscentryczna notka o tym, co wynikło z myślenia o życiu zarodkowym doktora Dudy (i nie tylko jego)

We wczorajszej audycji telewizyjnej doktor Andrzej Duda, kandydat na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, oświadczył, że “każdy z nas kiedyś był zarodkiem”, co zaraz z entuzjazmem przekazali dalej jego partyjni koledzy.

Po spontanicznej śmiechawce zaczęliśmy z mężem dyskutować i odkrywać coraz to nowe poziomy tej głębokiej myśli. Zanim bowiem doktor Duda stał się zarodkiem, konieczne było połączenie plemników Taty-Dudy z komórką jajową Mamy-Dudy. By wyprodukować ten materiał rodzice kandydata na najwyższy urząd w państwie musieli jeść rozmaite produkty pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Z kolei produkty roślinne wyrosły z ziemi użyźnionej… ekhm… nic.

No właśnie, nie będziemy chyba iść tak daleko w roztrząsaniu czym lub kim każdy z nas kiedyś był.

Była o tym wszak piosenka znanego artysty młodzieżowego.

Czy doktor Duda ją zna?

Jest piątek, przeniosę się chyba w jeszcze bardziej kosmiczne wymiary.

Ćwiterfejs!

Złoty tłit

Przeglądając statystyki Twittera zauważyłem, że jeden z moich tłitów bije rekordy (jak na moje skromne możliwości). Ponad 20 tysięcy wyświetleń!

Oczywiście nie zawdzięczam tego popularności mojego prywatnego profilu, ale temu, że podał go dalej sam kandydat, ba, nawet się do niego ustosunkował.

Oczywiście, bardzo to doceniam, ale jest mi smutno, że jedyna interakcja z doktorem Dudą wynikła z niezrozumienia ironii (proszę otworzyć zdjęcie w złotym tłicie).

Prawdę mówiąc wolałbym, by kandydat odpowiedział na któreś z moich poważnych pytań.

Np. na to:

albo na to:

czy na to:

No nic, pewnie będę się musiał zadowolić konstatacją, że stanowisko pana doktora jest zgodne ze stanowiskiem episkopatu. Miejmy też nadzieję, że kary przewidziane za związek partnerski nie będą wyższe niż 2 lata za in vitro.

Niewiele brakowało, a zapomniałbym. Jeden z kandydatów na prezydenta odpowiedział na moje tłitowe pytanie.

Odpowiedź padła na spotkaniu, o czym donieśli mi szpiedzy.

Tam razem jednak podobno kandydat zrozumiał o co chodziło w dowcipie.

Jakie wnioski dla prostego tłiterianina płyną z powyższych doświadczeń? Wychodzi na to, że jedyną szansą na interakcję z kandydatami na prezydenta Polski jest albo głoszenie tanich pochlebstw (tak tanich, że przekraczających granice parodii) albo gadanie od rzeczy.