Geje to ludzie!

Zazwyczaj artykuły o gejach w prasie katolickiej i prawicowej sugerują, że są to osobnicy niepełnowartościowi, by nie rzec podludzie, indywidua roznoszące choroby, których najlepiej byłoby pozbawić części praw. Całość oczywiście jest zilustrowana fotką, mającą kompromitować gejów w oczach polskiego małomiasteczkowego kołtuna.

(nie mam pojęcia co jest nie tak z osobą powyżej, ale intuicja podpowiada mi, że niniejszą fotografię mógłbym znaleźć w krytycznej dyskusji o gejach na wykopie).

Tym większe było moje zaskoczenie, gdy na stronie Gościa Niedzielnego przeczytałem, że

Tymczasem to ludzie o takich samych potrzebach jak wszyscy inni – chcą pracy za godziwe pieniądze, których nie będą pochłaniały kolejne wprowadzane przez władzę podatki. Chcą dobrego dostępu do edukacji i służby zdrowia. Chcą mieć zapewnione świadczenia socjalne, albo zapewnić je sobie samemu, ale by tak się stało państwo nie może pochłaniać w podatkach większości wypracowanych przez obywateli pieniędzy.

Tak, proszę państwa, to jest o gejach. Niebywałe, prawda? Geje to ludzie tacy jak my (tzn. oni).  Oczywiście katolickie czasopismo nie użyje słowa geje, tylko napisze o osobach o skłonnościach homoseksualnych, ale nie wymagajmy zbyt wiele, na początek wystarczy.

Pewnie zastanawiacie się skąd ten przypływ jakże nietypowego dla chrześcijan szacunku dla bliźnich?

Wyjaśniam:

Na Andrzeja Dudę głosowało w I turze sporo osób o skłonnościach homoseksualnych.

No, to drodzy koledzy geje, koleżanki lesbijki, “i co to tam jeszcze jest” (cytat z pewnego dominikanina), już wiecie co macie robić by odzyskać w oczach katolików rozum i godność człowieka.

A poważniej, przeczytajcie sobie ten artykuł. This is wrong on so many levels.

Ćwiterfejs!

Advertisements

Wielbiciele marszałka

Powoływać się na Kościuszkę, posługiwać się jego imieniem, zachwycać się nim i solidaryzować się z jego ideałami może każdy bezkarnie, bez konsekwencji i kosztów. Bo Kościuszko nie żyje. Kto solidaryzuje się ze mną, musi płacić wysiłkiem, męką, trudem, ofiarą z wolności, z życia. Kiedyś, gdy mnie już nie będzie, będę miał także miliony równie zapalczywych i podobnie nieryzykujących wielbicieli.

Józef Piłsudski w grudniu 1915

Zaskakująco profetyczna wypowiedź.

wSieci

IMG_8046

pil1

fronda.pl

pil2

fronda.pl

Przed drugą turą wyborów przewiduję wzmożenie uwielbienia dla nieżyjących postaci. 

Ćwiterfejs!

Nieco ekscentryczna notka o tym, co wynikło z myślenia o życiu zarodkowym doktora Dudy (i nie tylko jego)

We wczorajszej audycji telewizyjnej doktor Andrzej Duda, kandydat na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, oświadczył, że “każdy z nas kiedyś był zarodkiem”, co zaraz z entuzjazmem przekazali dalej jego partyjni koledzy.

Po spontanicznej śmiechawce zaczęliśmy z mężem dyskutować i odkrywać coraz to nowe poziomy tej głębokiej myśli. Zanim bowiem doktor Duda stał się zarodkiem, konieczne było połączenie plemników Taty-Dudy z komórką jajową Mamy-Dudy. By wyprodukować ten materiał rodzice kandydata na najwyższy urząd w państwie musieli jeść rozmaite produkty pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Z kolei produkty roślinne wyrosły z ziemi użyźnionej… ekhm… nic.

No właśnie, nie będziemy chyba iść tak daleko w roztrząsaniu czym lub kim każdy z nas kiedyś był.

Była o tym wszak piosenka znanego artysty młodzieżowego.

Czy doktor Duda ją zna?

Jest piątek, przeniosę się chyba w jeszcze bardziej kosmiczne wymiary.

Ćwiterfejs!

Jak (nie) działa wolny rynek (idei)

W związku z typowym dla niedzielnego popołudnia dołem wpadłem w nastrój filozoficzno-polemiczny i zacząłem sobie zadawać naiwne pytania z serii “jak to jest”.

korwę

Panowie ze zdjęcia powyżej zgodnie twierdzą, że Wolny Rynek™ rozwiąże wszelkie możliwe problemy ludzkości. Wie o tym doskonale każdy czytelnik wykopu, czy przeglądający demotywatory.

1400931647_by_Velaro360_600 (1)

Mimo że Singapur jest tak blisko ideału, to Prawdziwy Wolny Rynek™ nie panuje już obecnie chyba w żadnym kraju na świecie. Nawet w Singapurze występują tfu-podatki.

Pojawia się zatem pytanie: dlaczego Wolny Rynek™ nie rozwiązał swojego podstawowego problemu i nie przebił się na Wolnym Rynku™ Idei? Dlaczego jak świat światem istnieją regulacje, podatki, a w ostatnich latach ta tendencja w naszym kręgu kulturowym się nawet nasila? Dlaczego Wolny Rynek™ nie zmiecie w proch innych form organizacji życia społecznego? Wszak przetrwanie na Wolnym Rynku™ świadczy o jakości towaru, a jeśli towar znika, to znaczy, że jest niepotrzebny lub przestarzały.

Widzę tylko dwie możliwe odpowiedzi:

1. rynek idei jest rynkiem regulowanym, czyli mamy do czynienia ze spiskiem

2. Wolny Rynek™ wcale nie jest najlepszy na świecie, a próba tłumaczenia wszystkiego przy pomocy mechanizmów wolnorynkowych jest takim uproszczeniem, jakim byłoby zatrzymanie się w fizyce na zasadach dynamiki Newtona.

Po przeglądnięciu Wykopu drugą możliwość zdecydowanie odrzucam, pozostaje zatem spisek.

Ćwiterfejs!

Psychuszka

Dziś na prawicowym tłiterze rozpętała się prawdziwa histeria.

Narracja idzie tak:

Młody odważny chłopak został przez opresyjne państwo zamknięty w psychuszce. Jak w ZSRR. 

Czytajmy:

Krótko mówiąc, w niezależnych głowach wszystko układa się w logiczną całość.

mental-illness-art-a3ce9bb6a9a7cdbc1

Oczywiście nikt już nie pamięta o oficjalnym komunikacie krakowskiej prokuratury.

Podejrzany był poszukiwany 2 listami gończymi – wydanymi przez sądy:  za przestępstwa oszustwa popełnione w recydywie i do odbycia detencji. Marek M. zbiegł z oddziału, w którym odbywał detencję. Był również poszukiwany przez prokuraturę. (…) przedstawił własną wersję jego zachowania. Stanowi ona linię obrony podejrzanego i jest sprzeczna z zebranym materiałem dowodowym. (…) Od zatrzymania był w stresie, niewiele pamięta, pełną świadomość odzyskał następnego dnia.

Ćwiterfejs!

Złoty tłit

Przeglądając statystyki Twittera zauważyłem, że jeden z moich tłitów bije rekordy (jak na moje skromne możliwości). Ponad 20 tysięcy wyświetleń!

Oczywiście nie zawdzięczam tego popularności mojego prywatnego profilu, ale temu, że podał go dalej sam kandydat, ba, nawet się do niego ustosunkował.

Oczywiście, bardzo to doceniam, ale jest mi smutno, że jedyna interakcja z doktorem Dudą wynikła z niezrozumienia ironii (proszę otworzyć zdjęcie w złotym tłicie).

Prawdę mówiąc wolałbym, by kandydat odpowiedział na któreś z moich poważnych pytań.

Np. na to:

albo na to:

czy na to:

No nic, pewnie będę się musiał zadowolić konstatacją, że stanowisko pana doktora jest zgodne ze stanowiskiem episkopatu. Miejmy też nadzieję, że kary przewidziane za związek partnerski nie będą wyższe niż 2 lata za in vitro.

Niewiele brakowało, a zapomniałbym. Jeden z kandydatów na prezydenta odpowiedział na moje tłitowe pytanie.

Odpowiedź padła na spotkaniu, o czym donieśli mi szpiedzy.

Tam razem jednak podobno kandydat zrozumiał o co chodziło w dowcipie.

Jakie wnioski dla prostego tłiterianina płyną z powyższych doświadczeń? Wychodzi na to, że jedyną szansą na interakcję z kandydatami na prezydenta Polski jest albo głoszenie tanich pochlebstw (tak tanich, że przekraczających granice parodii) albo gadanie od rzeczy.

Polskiej prawicy nie przeszkadzają geje

Kilka dni temu na Twitterze została nam objawiona Dobra Nowina.

Jeśli naczelny “młot na gejów” czuje się zobligowany do rozpoczynania swoich wypowiedzi od “nie mam nic do gejów, ale…”, oznacza to jakiś postęp. Oczywiście nie chodzi o mi o ewolucję poglądów redaktora T., w którą szczególnie nie wierzę, ale o to, że terror politycznej poprawności choć trochę działa. Redaktor poczuł się zobligowany do odcięcia się od homofobii, użył słowa geje i tylko jeden przecinek postawił w sposób rażąco błędny. Sukces.

Aby jednak od sukcesów nie zakręciło się nam w głowie, postanowiłem sprawdzić, co konkretnie znaczy “nie przeszkadzać”.

Jest bowiem rzeczą powszechnie wiadomą, że gdyby taki jeden z drugim gej miał dziecko i chciał je wychowywać, to jest to absolutnie niedopuszczalne.

h1

A gdyby chciał być nauczycielem? Wykluczone, złamałby regulamin, narażając dzieci na deprawację.

h2

Sportowcem? Skądże znowu, rzuciłby się na swoich kolegów w szatni.

h2

O tak ekstrawaganckich pomysłach, że gej mógłby zostać posłem lub prezydentem miasta powiatowego nawet nie wspomnę. Wychodzi więc na to, że gej, by nie przeszkadzał prawicy ani panu Terlikowskiemu powinien być niewidoczny i broń boże nie wchodzić w interakcję z normalnymi ludźmi (zakładam, że chodzi tu o uniemożliwienie zarażenia homoseksualizmem).

A czy geje mogą wchodzić w interakcje między sobą (oczywiście dyskretnie, ciiii)? Mogą, ale wówczas są śmieszni i mamy do czynienia z absurdem.

h2

Krótko mówiąc, nie wyobrażam sobie co by było, gdyby geje prawicy podpadli i zaczęli jej przeszkadzać. 

Ćwiterfejs!