Poszukiwacze źródeł Parwdy

Wszyscy wiemy, jak dla ludzi polskiej prawicy i Kościoła jest ważna prawda.

Prawda, podobnie jak Racja, to prawicowy fetysz, święty Graal, pisany wielką literą i z takimi emocjami, że nierzadko w wyniku błędów literowych zmienia się w Parwdę, co brzmi jak nazwa przecinającego Podkarpacie prawego dopływu Wisły, czy Pardwę, ptaka z rodziny kurowatych.

5

Pardwa, ptak z rodziny kurowatych. fot. fri.info.pl/Pardwy/

 

Jednym z ważniejszych bojowników o Pardwę na Twitterze jest ksiądz Janusz, znany pod pseudonimem Janusz1967. Dość regularnie zaglądam na konto ks. Janusza, w poszukiwaniu charakterystycznej kościelnej nowomowy, której jestem koneserem.

Ostatnio, zapewne w związku ze sprawą Bolka, dużo było na profilu właśnie o Prawdzie.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, że chodzi głównie o Bolka

Na pytanie internauty, czy zna prawdę, ksiądz odpowiada, że pilnie jej poszukuje.

I niemal równocześnie toczy się rozmowa o żołnierzu wyklętym Ogniu. W tym przypadku ksiądz chyba już zakończył poszukiwania, tu wątpliwości nie ma. Na pytanie czy człowiek, którego oddziałowi przypisuje się mordowanie cywilów, jest postacią jednoznaczną (jednoznacznie pozytywną!) pada odpowiedź twierdząca…

…a źródła prezentujące działalność Kurasia są po prostu niewiarygodne.

 

Bo widzicie, dzieci, tu chodzi o Pardwę. Z urzekającą szczerością ujęła to jedna z uczestniczek dyskusji (pisownia, zwłaszcza spacje przed znakami przestankowymi, zgodne z oryginałem).

bo mnie interesuje prawdziwa prawda a nie bolszewicka prawda ! kapewu ?

 

No. Chodzi o tę naszą Pardwę 🙂

Zapraszam na ćwitera i fejsa.

 

Advertisements

Skorodowana sofistyka

Pewnie znacie stronę “Żelazna logika”. Tak, to ci, którzy wypisują w kilku punktach suche fakty, tak dobrane, by na koniec czytelnik doszedł do samodzielnego wniosku, że lewaki / urzędasy / geje / ekoterroryści kłamiom i tylko chcom nicnierobić za nasze piniondze !!11!

Samodzielne wnioski zapisałem już językiem standardowego prawicowego internauty, gdyż trzeba przyznać, że “Żelazna logika” posiada rzadką po ich stronie internetu umiejętność pisania bez rażących błędów ortograficznych i spacji przed znakami przestankowymi.

Ale do rzeczy: ostatnio “Żelazna” zabrała się za odkłamanie zdjęcia przedstawiającego martwego chłopca wyrzuconego na brzeg.

hieny

W tym krótkim tekście jest i nieprawda, i granie na emocjach, i manipulacja.

Nieprawda

Otóż wszystko wskazuje na to, że ciało pokazane na fotografii 1, to ciało innego chłopca niż tego na fotografii 2. Zajęli się tą kwestią m.in. norwescy dziennikarze (tłumaczenie), zdjęcia w większej rozdzielczości (ostrzegam, drastyczne) pokazujące, że dziecko między skałami jest inaczej ubrane można zobaczyć np. tu (tłumaczenie). Piszą o tym również internauci w komentarzach na stronie “Żelaznej”, głosy rozsądku giną jednak wśród prawidłowych reakcji. Odpowiedzi autora brak, jest za to oczywiście

granie na emocjach.

To się w głowie nie mieści, co te hieny potrafią zrobić dla propagandy

Cóż, z tym zdaniem się zgadzam. Podobnie zresztą jak z wezwaniem do odkłamywania propagandy, co czynię niniejszą notką.

odklamywanie

(EDIT: wpis został po kilku dniach wycofany, z komentarzem głoszącym m.in. wrzuciliśmy bo hulało po sieci w wielu miejscach i nigdzie nie było zdementowane na tamten moment)

Manipulacja

Owszem, ojciec chłopca chciał sobie podobno “zrobić zęby” w Europie. Ale nie w znaczeniu wykonania zabiegu upiększającego, czy kosmetycznego, jak sugerowałoby to sformułowanie. Planował coś zrobić z uzębieniem, które stracił w efekcie tortur.

Alan’s father Abdullah had been kidnapped during the Islamic State siege Kobane earlier this year and had all of his teeth pulled out – donosiło BBC.

Po co im to?

Od tego, jaka historia stoi za zdjęciem, ważniejsze jest moim zdaniem pytanie dlaczego wzbudziło ono tak histeryczną reakcję po prawej stronie. Jestem sobie bowiem w stanie wyobrazić, że ojciec tego akurat chłopca był człowiekiem chciwym/głupim/bez wyobraźni, a paparazzi dla zysku poruszyli ciało – choć jak widzimy w tym przypadku tak nie było. Wiadomo jednak, że wśród tysięcy ludzi zdarzają się różne postawy, a media gonią za klikalnością.

Chodzi moim zdaniem o coś innego. To zdjęcie pokazało człowieka. Nie agresywną tłuszczę (jak w niesławnej relacji Kamila Bulonisa). Nie niebezpiecznego muslima. Nie roszczeniowego ciapatego. Człowieka. Trzeba więc koniecznie to wrażenie zatrzeć, by dalej móc uchodźców (czy imigrantów) dehumanizować.

Nie twierdzę i nikt o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że napływ dziesiątek, czy setek tysięcy ludzi do Europy jest sprawą błahą, a ich ewentualna integracja to żaden problem. Wyobraźmy sobie jednak, że na naszych oczach topi się człowiek. Wiemy, że to pijak, agresor, flejtuch. Uratujemy go, nawet jeśli mamy prawo przypuszczać, że jutro zanieczyści nam ogródek, będzie spał pijany pod bramką, może zwyzywa i opluje lub nawet coś ukradnie. Tak czy inaczej wyciągniemy go z wody, w imię naszego i jego człowieczeństwa. A nawet odpowiedzialności karnej.

Dlatego właśnie w prawicowej narracji pisanej przez porządnych polskich katolików uchodźca nie może mieć twarzy. 

newton_s_cradle_by_jared811111-d6683jq

Tytuł notki ukradłem od jednego z adminów strony Nie wiem, co powiedzieć, więc wklejam Krzywą Laffera.

Ćwiter / fejs

Je suis Rzeczpospolita

Łukasz Warzecha w Super Ekspresie

Gdy dziś widzę, że niektórzy chcą uczynić symbol europejskich wartości (…) oznaczającej swobodę publikacji chamskich i obraźliwych, mogę tylko ze smutkiem załamać ręce. Jeśli to mają być bohaterowie dzisiejszej Europy, to ja się wypisuję.

Senator Antoni Szymański, w portalu wPolityce

Wolność słowa nie jest wartością bezwzględną. (…) Nie wolno obrażać i nie liczyć się z wartościami, które dla ludzi są najważniejsze.

Tomasz Terlikowski w Rzeczpospolitej

Nie jestem „Charlie Hebdo”

Dziś w tej samej Rzeczpospolitej ukazał się następujący rysunek

Bez tytułu

Tak, Andrzej Krauze, to rysownik od arcyśmiesznego obrazka z mężczyzną zwracającym się do kozy: “Jeszcze tylko ci dwaj panowie wezmą ślub, a potem my”.

I oczywiście zupełnie przypadkowo i bez związku z działalnością prawicowych mediów odnajduję dziś na Twitterze reakcje Polaków na śmierć 70 imigrantów w ciężarówce.

Bez tytułu

Czy czytając tego typu wynurzenia redakcja “Rzeczpospolitej” nie ma kaca moralnego? Nie świerzbi nikogo pióro, by napisać sążnisty felieton o odpowiedzialności za słowo, o chamstwie, o wartościach? Nie? Aha.

Gdyby zaś redaktorzy “Rzeczpospolitej” chcieli się jeszcze bardziej pośmiać, polecam ten post na fejsie. Boki zrywać. (tak naprawdę, zdjęcia są drastyczne, ostrzegam)

Zapraszam na ćwitera i fejsa.

Barbarzyńcy ante portas

Dlaczego Mojżesz po drodze do ziemi Kanaan kazał swoim ludziom mordować nawet kobiety i dzieci z pokonanych wrogich plemion?

Przyznam, że to pytanie nurtuje mnie od dawna, użyłem go nawet jako czegoś w rodzaju szyderstwa w notce nawiązującej do homofobicznego felietonu z Gościa Niedzielnego.

Tymczasem okazuje się, że wystarczyło uważniej śledzić ten periodyk, by się dowiedzieć, że także to boskie żądanie było dobre.

Nie wiedzieć czemu znacznie łatwiej znaleźć ilustrację rzezi "naszych" niewiniątek niż cudzych. Ale chyba wyglądało to podobnie.

Nie wiedzieć czemu znacznie łatwiej znaleźć ilustrację rzezi “naszych” niewiniątek niż cudzych. Ale chyba wyglądało to podobnie.

Kiedy czytałem wywiad z księdzem profesorem Józefem Kozyrą, szczęka stopniowo opadała mi na podłogę. Również, a może przede wszystkim, ze względu na konsekwencję księdza profesora. Dopytywany przez dziennikarza jak pogodzić ten okrutny rozkaz z nieskończonym miłosierdziem chrześcijańskiego Boga, wielebny rzecze:

Bóg jest taką tajemnicą, której naraz się nie da objąć. On objawia ludziom swoją wolę stopniowo i wycinkowo. Tu dowiadujemy się, że w celu zachowania wiary trzeba Mu wszystko poświęcić! I że nikt nie jest ważniejszy.

Aha, no tak, z tajemnicą nie można dyskutować, a do tego Bóg był tak bogaty w miłosierdzie, że nie nakazał torturować, tylko od razu zabić (choć przecież mógł)

Tymczasem u Izraelitów chodzi o to, żeby szybko się pozbyć przeciwnika, wyeliminować go, a nie żeby się nad nim pastwić.

No dobrze, ale jakim przeciwnikiem mogły być małe dzieci? Tu ujawnia się cała misterność i dalekowzroczność Bożego planu – otóż (nie wiedzieć czemu) takie dzieci mogłyby nie darzyć morderców swoich rodziców sympatią.

Powstawało pytanie, kto miałby je wychowywać, skoro zabiliśmy ich rodziców. Jeśli my je ocalimy i wychowamy, to kiedy dorosną, wzbudzi się w nich nienawiść do nas. Wychowując je, wyhodowalibyśmy sobie zagrożenie na przyszłość. Było to więc szybkie wyeliminowanie tego zagrożenia.

No tak, to zrozumiałe i całkowicie logiczne, trzeba je zabić dla ich dobra. Ale po co to wszystko robić, dlaczego ludzie mieliby się wzajemnie mordować?

Chodziło o to, żeby nie narazić ludu Bożego na utratę najwyższej wartości, jaką jest wiara w Boga Jahwe.

No, to teraz już wiem dlaczego to tak ważne, żeby nie przyszła tu muzułmańska dzicz, przecież chrześcijańska wizja człowieka jest tak radykalnie odmienna. Mam jeszcze pewien dysonans poznawczy z głoszoną tak dobitnie ochroną życia poczętego, ale nie wątpię ani przez sekundę, że i w tej kwestii ksiądz profesor byłby w stanie wyprodukować właściwą i spójną narrację.

Zapraszam na ćwitera i fejsa.

Alfabet wcale-że-nie-homofoba – część 2

Druga i ostatnia część alfabetu wcale-że-nie-homofoba, część pierwsza tu.

Alphabet_soup_insert_by_strawberryblues_via_Wikimedia

M jak Matka

rzecz jasna nadopiekuńcza. Rola tego stereotypu jest nie do przecenienia, w szczególności w budowaniu poczucia winy nieszczęsnych kobiet, na których w znacznej mierze opiera się potęga największej ostoi homofobii w Polsce.

N jak Natura

z którą homoseksualizm jest sprzeczny. Na nieśmiałą sugestię, że występuje w przyrodzie i to na bardzo szeroką skalę, prawilny homofob odpowie z oburzeniem: ale my jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami! czym uczyni dalszą dyskusję niemożliwą (i o to jak rozumiem chodzi).

O jak Ojciec

oczywiście nieobecny (patrz M jak Matka, rzecz jasna).

P jak Prawda

którą trzeba mówić i to bez ogródek, np. nazywając gejów pedałami, co wcale nie jest obraźliwe.

R jak Rodzina

którą homoseksualiści samym swoim istnieniem rozbijają. Walka w obronie Rodziny (koniecznie wielką literą) musi zatem polegać na odmawianiu im wszelkich praw i zastraszaniu, może wtedy znów pochowają się w szafach i Rodzina poczuje się nieco bezpieczniej. Szczytowym wykwitem tej logiki jest wypowiedź niejakiego Pata Robertsona (co prawda o feministkach, ale nie bądźmy szczególarzami): The feminist agenda is not about equal rights for women. It is about a socialist, anti-family political movement that encourages women to leave their husbands, kill their children, practice witchcraft, destroy capitalism and become lesbians.

S jak Seksualizacja

czyli innymi słowy edukacja seksualna. Przykładem seksualizacji może być to, że młodzież dowie się że istnieją różne orientacje seksualne i niekoniecznie należy lać pedałów po mordzie (patrz: P jak Prawda).

T jak Terapia Reparatywna

czyli rzekomy sposób pomocy osobom homoseksualnym. Nieszczęśników należy poddać torturom fizycznym i psychicznym, tylko dlatego, by nie zaburzać idealnego obrazu świata. Warto w tym kontekście dodać, że wielu uczciwych psychologów, którzy zwłaszcza ze względów konfesyjnych uczestniczyli w tym procederze, widząc jego opłakane skutki wycofało się i nawet przeprosiło. Dość wspomnieć amerykańską organizację Exodus, ale i w Polsce zdarzyło się, że autorzy książki Męska rozmowa wydali dekadę później kolejną Wyzywająca miłość, w której rewidują swoje tezy o zbawiennych skutkach zmiany orientacji seksualnej.

U jak Urolog

z którym prędzej czy później spotka się każdy gej w wyniku swojego rozwiązłego trybu życia. Wiadomo przecież, że zgodnie z katolickimi statystykami na widok geja czy lesbijki chrześcijańscy lekarze i pielęgniarki kryją się po kątach szpitala, tyle chorób roznosi takie indywiduum. Przy okazji: średni wiek mężczyzny zawierającego małżeństwo jednopłciowe we Francji wynosił 50 lat, kobiety – 43 (prawdopodobnie w znacznej części byli to ludzie, którzy całe życie czekali, by móc w końcu założyć, o przepraszam, rozbić rodzinę).

W jak Wstrzemięźliwość

czyli katolicka recepta na szczęśliwe życie dla każdego geja i lesbijki. W zasadzie powinienem to umieścić pod T jak Tortura, ale ta literka była już zajęta.

Y jak Yeti

który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie istnieje, ale czy to miałoby przeszkodzić czytelnikowi wykopu o nim mówić?

Z jak Zranienie

Geje i lesbijki to nie są po prostu “geje i lesbijki”. To osoby “dotknięte” homoseksualizmem, ewentualnie (lepiej) nim zranione. To nie może być po prostu część czyjejś tożsamości, to musi być coś wstydliwego, niegojąca się rana, nieprzerwane poczucie winy, do którego dobrzy katolicy będą podchodzić z delikatnością i szacunkiem.

BTW: ćwiter i fejs to bardzo wartościowe media społecznościowe, wiecie?

Alfabet wcale-że-nie-homofoba – część 1

W ostatnim tygodniu miałem wątpliwą przyjemność zwiększonej konfrontacji z dyskursem, który śmiało nazwałbym homofobicznym. Było tego tyle, że starczyło na każdą literę alfabetu. Zestawiając to swoiste kompendium niewiedzy, przesądów, lęków i stereotypów, nie mogłem powstrzymać się, by do części z nich się nie odnieść. Moim zdaniem to ważne, żeby reagować, gdy słyszymy tego rodzaju brednie.

Screen-Shot-2015-02-21-at-8.14.30-AM

A jak Adopcja

Kiedy w końcu geje i lesbijki zniszczą rodzinę (czyt.: będą mieli równe prawa), ich związki uzyskają prawo do adopcji dzieci. Stwierdzenie to samo w sobie ma budzić przerażenie, pomimo faktu że geje i lesbijki już teraz wychowują dzieci, zarówno w związkach nieformalnych, jak i jako samotni rodzice. Oczywiście w takich sytuacjach pada argument o dziecku, które potrzebuje ojca i matki, gdyż w przeciwnym wypadku wyrośnie na… no właśnie, na kogo? Na papieża, jak Karol Wojtyła, wychowywany przez ojca od 9 roku życia?

B jak Biblia

która potępia zachowania homoseksualne (w czasach kiedy powstawała nie było mowy o orientacji homoseksualnej). Podobnie jak potępia ubrania utkane z dwu rodzajów nici, jedzenie owoców morza, czarownice, pochwala natomiast niewolnictwo i masowe mordowanie ludzi innych wyznań. Nie rozumiem dlaczego akurat ten zapis w świętej księdze miałby wpłynąć na moje postępowanie lub opinię o czymkolwiek.

C jak Człowieczeństwo

a raczej jego niższa forma, do której geje sami się redukują, więc porównywanie ich do robactwa roznoszącego choroby nie jest wyrazem żadnej mowy nienawiści, tylko stwierdzeniem faktu.

D jak Dyktatura Mniejszości

z którą mamy do czynienia, kiedy mniejszość dopomina się, by zauważyć jej istnienie i nie deptać jej podstawowych praw.

E jak Epatowanie

Oczywiście, gejom nie działaby się krzywda, gdyby tak ostentacyjnie nie epatowali swoją orientacją seksualną. W jaki sposób? Trzymając się za rękę, wspominając w szkole czy w pracy że mają partnera i ze wyjadą z nim wspólnie na weekend. Warto w tym kontekście przypomnieć, że zdjęcia polityków z żonami i otoczonych wianuszkiem dzieci, podobnie jak miliony podobnych fotek wrzucanych na fejsa przez biurową klasę średnia, to nie jest w żadnym razie epatowanie orientacją seksualną!

F jak Fanaberie

czyli wszelkie prawa, których domagają się mniejszości seksualne, a są im one nienależne z kilku powodów: 1. mniejszości te są bardzo nieliczne, 2. mniejszości te są śmiertelnie groźne, a przynależność do nich jest zaraźliwa i może lotem błyskawicy rozlać się na całą populację, 3. wypowiadający słowa o fanaberiach należy do większości, więc odmawianie praw mniejszości w żadnym razie go nie dotknie.

G jak Gender

Potwór, który każe kobietom chodzić w spodniach (oh wait, już to robią i chwalą sobie), a mężczyznom w spódnicach (jak w czasach Jezusa), a przecież powszechnie wiadomo, że to, jaki strój nosimy nie jest kwestią kultury i nie ma najmniejszego sensu tego badać (patrz L jak Lobby Homoseksualne), podobnie jak i innych przejawów kulturowego składnika tożsamości płciowej.

H jak Homoś

Zwłaszcza wśród (post)korwinistów rozpowszechnione jest rozróżnienie między homosiemtfu-gejem. Ten pierwszy jest niegroźny i akceptowalny dopóki siedzi w szafie i nie epatuje (patrz wyżej), w chwili gdy spełni dowolne kryterium epatowania, staje się tfu-gejem. Innymi słowy: może sobie być, póki go nie ma.

I jak Indoktrynacja

której poddawane są niewinne dzieci (za pieniądze z UE), kiedy słyszą, że nienawidzić ludzi za to, kim są, niekoniecznie jest najlepszym pomysłem i doprowadziło już do wielu nieszczęść w historii ludzkości. Nie jest oczywiście indoktrynacją myślenie homofobicznymi memami, to naturalne jak oddychanie świeżym powietrzem i poddawanie się sile grawitacji.

J jak JOW

które rozwiążą wszystkie problemy (także problemy LGBT), więc nie ma sensu się na ten temat rozpisywać.

K jak Katechizm Kościoła Katolickiego

który poleca traktować osoby LGBT z delikatnością i szacunkiem. To sformułowanie jest oczywiście protekcjonalne i tak samo obraźliwe jakby ateista powiedział, że traktuje wiarę katolików “z delikatnością i szacunkiem” sugerując, że mają coś nie tak z głową. Ale nawet i taki plan minimum to zbyt dużo, jak dla delikatnych sumień nadwiślańskich chrześcijan, którzy nie mogą spokojnie patrzeć na istnienie dziwadeł.

L jak Lobby Homoseksualne

które ciągnie naszą kasę z UE i hamuje wolność badań nad przyczynami i skutkami orientacji seksualnej. Oczywiście badania nad antysemityzmem i homofobią wśród Polaków, czy też nad płcią kulturową (patrz G jak Gender) byłyby silnie zideologizowane i ich zakazać zdecydowanie należy.

Część druga i ostatnia alfabetu – tu. Zapraszam też na ćwitera i fejsa.

Treść, której Bóg chciał

fot. youtube

fot. youtube

Na stronie Gościa Niedzielnego pan Ireneusz Krosny komentując dzisiejsze czytania pisze o jednym ze starotestamentowych cytatów:

zawiera w sobie głęboką treść. Treść, której Bóg chciał.

Po czym podkreśla, że wszystkie teksty ze Starego Testamentu są równie wartościowe i barbarzyństwem byłaby próba brania ich w cudzysłów.

Dziś wiele jest prób faktycznego skasowania z Biblii treści dotyczących choćby homoseksualizmu czy nierozerwalności małżeństwa, a tłumaczy się pojawienie się tych zdań w Biblii wpływem kultury owych czasów. Tymczasem żadne zdanie w Biblii nie pojawia się przypadkowo i tak traktują Biblię Jezus i apostołowie.

Nie mam jednak pewności dlaczego autorowi przypomniał się akurat homoseksualizm i rozwody. Mam propozycję zakończenia tego błyskotliwego tekstu z jeszcze większym przytupem.

Dziś wiele jest prób faktycznego skasowania z Biblii treści dotyczących choćby wytępienia całych narodów (Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów) bez okazywania im litości, a tłumaczy się pojawienie się tych zdań w Biblii wpływem kultury owych czasów. Tymczasem żadne zdanie w Biblii nie pojawia się przypadkowo i tak traktują Biblię Jezus i apostołowie.

To przecież także głębokie treści. Treści, których Bóg chciał. I tylko dewastujące zmiany w kulturze i języku sprawiają, że dziś użylibyśmy określenia czystka etniczna czy ludobójstwo.

Ćwiterfejs!