Równia pochyła

Zamiast wstępu

Europejska Parada Gejów i Lesbijek to pierwszy krok do adopcji dzieci przez homoseksualistów – napisali w liście otwartym przedstawiciele polskiej sztuki, kultury i nauki. (tzn. Kukiz et consortes).

W wielu krajach europejskich paramałżeństwa homoseksualne to pierwszy krok do adopcji dzieci przez homoseksualistów. (straszył spot partii Jarosława G.)

Kluczowe jest co innego – czy nie będzie to pierwszy krok do adopcji?zastanawiał się profesor Zoll.

Homoseksualna rodzina zastępcza

Homoseksualna rodzina zastępcza – zdjęcie ilustracyjne dla polskich mediów

Równia pochyła

Argument “równi pochyłej”, innymi słowy klasyczne zrzędzenie “where would it all end” to stały element antygejowskiej propagandy, słyszymy go nieustannie we wszystkich debatach z udziałem prominentnych luminarzy myśli prawicowej. Gdyby się jednak chwilę zastanowić, to poprzednie kroki do traktowania gejów jak wszystkich innych ludzi zostały już poczynione. Pierwszym była zapewne dekryminalizacja czynów homoseksualnych oraz dostrzeżenie, że istnieje coś takiego jak orientacja homoseksualna. Potem już poszło “z górki”, w cywilizowanych krajach zabroniono dyskryminacji gejów i lesbijek, a obecnie przyznaje się prawo do adopcji dzieci parom homoseksualnym i nikomu nie przychodzi do głowy (jak w Polsce) by odmawiać im prawa do wychowywania własnych dzieci. I nie dzieje się nic strasznego.

A wiecie dlaczego?

Dlatego właśnie, że w wyniku tej “równi pochyłej” i stopniowej akceptacji osób homoseksualnych, okazało się że homoseksualista to niekoniecznie wykluczony, zaszczuty przez społeczeństwo zdehumanizowany brudny pedał zaspokajający swoje potrzeby w dworcowym kiblu, lecz człowiek zdolny do pełnowartościowego życia, w tym do stworzenia związku z innymi ludźmi. Dlaczego więc takiemu związkowi nie dać na wychowanie dziecka, oczywiście prześwietlając go równie dokładnie jak każdy inny związek?

Obrona Tradycyjnej Rodziny

Obrona Tradycyjnej Rodziny

Równia pochyła działa w obie strony

Jest też coś bardzo niepokojącego w tym co opowiadają nasi konserwatywni przyjaciele. Skoro nieubłaganie zmierzamy w stronę horrendum, w którym kochający się ludzie będą mogli przysposobić dziecko, jedynym sposobem by społeczeństwo było bezpieczne, jest tę równię, no cóż, odwrócić. Pytanie gdzie się wtedy zatrzymamy. Na kamieniowaniu? Apeluję o precyzyjniejsze i śmielsze formułowanie postulatów! Jeśli Fronda swoje płomienne teksty o “homoseksualnym zagrożeniu” konsekwentnie ilustruje facetami z gołymi tyłkami, to czy tekstów “w obronie rodziny” nie należałoby ilustrować zdjęciami z egzekucji gejów w Iranie?

P.S. Jestem nie tylko na ćwiterze, ale rodzi się właśnie również strona na fejsie 🙂

Advertisements

13 thoughts on “Równia pochyła

  1. Dziwi mnie, że obrońcy rodziny mogą nawoływać do oddzielenia dzieci od rodzica tylko z powodu homoseksualizmu tego rodzica. Ale u niektórych takie poglądy powstają z niewiedzy, np. przez łączenie w umyśle homoseksualizmu i pedofilii w jedno i wierzeniu, że jak zabrać to może dziecko się nie zarazi homoseksualizmem i stworzy w przyszłości “normalną” rodzinę. Dyskusja z nosicielami takich poglądów prowadzi do ich wybuchu agresji i zaprzeczania za wszelką cenę, ale przecież już wiadomo, że oni znają PRAWDĘ i będą ją głosić. Co do adopcji dzieci niebiologicznych głównie powtarza się argument, że związki homoseksualne są mniej trwałe i jeszcze taki, że dziecko może być wyśmiewane za to jakich ma rodziców. Ale nawet zakładając, że rodzice heteroseksualni mają pewną przewagę (a wiadomo, że tacy rodzice też mogą być różni) to nie tłumaczy trzymania w Domach Dziecka dzieci na które nie ma chętnych do adopcji heteroseksualistów, kiedy chętni homoseksualiści by się znaleźli. Nie tylko rodzice heteroseksualni, ale nawet Dom Dziecka jest stawiany ponad rodziców homoseksualnych i to jest smutne, bo jednak wiadomo jaki start w życiu zapewniają takie Domy Dziecka i ile uwagi poświęca się tam dzieciom. Zwykle nic szczególnego.

    Liked by 1 person

    • W Domcha Dziecka w zasadzie nie ma dzieci do adpocji. To mit, że jest ich tam pełno i tylko czekają. Sprawa jest bardzo skomplikowana ale postawowe problemy to nieuregulowania sytuacja prawna, wiek, rodzeństwo jeśli istnieje więź.

      Like

      • Masz rację. Chociaż sytuacja dzieci, czy np. ilość dzieci osieroconych zależy też od kraju. Jednak zdarza się i tak, że dziecko jest i nie byłoby utrudnień, a chętnych do adopcji brak. Para homoseksualna może nie mieć możliwości adopcji dziecka zmarłych przyjaciół, a zupełnie obce dziecku heteroseksualne rodziny nie będą chętne, bo dziecko już jest nastolatkiem i może coś jeszcze. Najczęściej małżeństwa planujące adopcje chcą dziecka jak najmłodszego, zdrowego, nie różniącego się jakoś mocno wyglądem od nich. Już parę razy miałam okazję czytać o dzieciach zakażonych wirusem HIV, zostawionych w szpitalu zaraz po urodzeniu, ale nie adoptowanych bardzo długo przez nikogo. W przypadku wielu chorób jest podobnie, szansa na to, że ktoś zechce adoptować maleje, czasem bardzo maleje. Zresztą tak samo pewnie byłoby/jest w przypadku małżeństw homoseksualnych. Ale to zrozumiałe, bo co innego brać na swoje barki wychowywanie dziecka zdrowego, a co innego chorego, kiedy od początku się wie o chorobie. Nie każdy jest gotowy na aż tyle. Jednak jeśli mamy parę gotową dać dom, być rodziną dla takiego dziecka to bardzo źle, że są skreślani za to, że są małżeństwem homoseksualnym. Ponownej szansy na adopcję dla takiego dziecka może nie być jeszcze bardzo długo, a może wcale. W takich sytuacjach to jest taki wybór, że albo pozostawi się dziecko w domu dziecka, albo para homoseksualna adoptuje i dziecko będzie mieć rodzinę. Ale to jest takie branie pod uwagę dobra dziecka przy niepewności dotyczącej tego czy jednak para heteroseksualna nie jest lepsza, np. ze względu na to, że może zaoszczędzić dziecku dyskryminacji itd.

        Like

  2. Ah ta fałszywa troska o dzieci adoptowane (być może, bo sprawa nnie jest taka prosta, jak to w tym porąbanym kraju), które znalazły się w tej sytuacji głównie z tego powodu że ich katolickie, heterosekulanie rodziny kompletnie nie podołały swoim obowiązkom, poza jednym, rozmnożenia się. O to jakoś nikt z tych państwa się nie martwi.

    Like

  3. @Akara

    To że dzieci są a chętnych nie ma to mit – dzieci które nadają się do adpocji jest bardzo mało, czeka się latami. Mówię tu też o dzieciach chorych, ale biorę pod uwagę choroby o podłożu fizycznym, bo jest wiele dzieci z szeregiem zburzeń psychicznych których nikt, nigdy nie zakwalifikuje do adpocji z czystej troski o samo dziecko i ewentulną rodzinę adopcyjną. Gdybym miał rozwalać każdy mit jaki ludzie powielają o Domach Dziecka czy dzieciach które w nich przebywają choćby w typie że DDZ mają dziecko gdzieś i zapewniają marny start to by mi serio życia nie starczyło. Jesli chcemy gadać o adopcji to pora pozbyć się tych idiotyzmów z dyskusji a ty je też powielasz.

    Like

    • „Gdybym miał rozwalać każdy mit jaki ludzie powielają o Domach Dziecka czy dzieciach które w nich przebywają choćby w typie że DDZ mają dziecko gdzieś i zapewniają marny start to by mi serio życia nie starczyło.”

      Ale tutaj chodzi o porównanie. Nie o ocenę co jest złe, ale o to co jest lepsze. Raczej jest lepiej jeśli dziecko zostaje adoptowane, a nie zostaje w domu dziecka. I nie uważam tego za mit. Dlatego są starania żeby do adopcji dochodziło! Jakby w domach dziecka było tak samo dobrze to po co by były potrzebne adopcje? Adopcja nie jest tylko po to żeby uszczęśliwić przyszłych rodziców, ale też dla dziecka. Można zaprzeczać, ale z tego powodu, że domy dziecka mają wiele wad zachęca się też do tworzenia rodzin zastępczych. Już rodzina zastępcza jest uważana za lepszą od domu dziecka. A adopcja jest najlepsza z tych trzech. Oczywiście zależy na jakich ludzi dziecko trafi, ale ogólne rzecz biorąc tak jest. Jeśli chodzi o start to poza przekazywaniem uczuć, wychowywaniem rodzice mogą wspomóc dziecko finansowo, w razie czego dziecko może dziedziczyć i nie tylko.

      „dzieci które nadają się do adpocji jest bardzo mało, czeka się latami. Mówię tu też o dzieciach chorych, ale biorę pod uwagę choroby o podłożu fizycznym, bo jest wiele dzieci z szeregiem zburzeń psychicznych których nikt, nigdy nie zakwalifikuje do adpocji z czystej troski o samo dziecko i ewentulną rodzinę adopcyjną.”

      To dlaczego każdego roku nawet w Polsce jest grupa dzieci (liczby trzycyfrowe) „skazana” na adopcję zagraniczną? Tłumaczone jest to tym, że w Polsce nikt nie wyraził gotowości by je adoptować, mimo że szukano. Mam nie wierzyć w takie tłumaczenia? Do dzieci romskich, czarnoskórych też w Polsce podchodzi się niepewnie. Kiedyś pokazywano trójkę romskich dzieci i było mówione, że czekają na adopcję. W Polsce nic i dlatego zostały adoptowane przez rodzinę z Włoch. W Stanach coraz częściej adoptuje się dzieci z biedniejszych krajów, np. z krajów afrykańskich (tak, wiem, że w Polsce to nie takie proste). W Afryce, w Chinach, w Indiach sytuacja jest inna i to też brałam pod uwagę.

      Są osoby, które moje tłumaczenia przekonały do zmienienia postawy z kompletnie przeciwnej adopcji przez małżeństwa homoseksualne na postawę żeby pozwalać na adopcję w sytuacji w której nie ma chętnych wśród małżeństw heteroseksualnych. Może w takiej sytuacji pary homoseksualne i tak nie mogłyby adoptować z powodu braku dzieci, ale to chyba pozytywne, że ktoś przeciwny całkowicie uznaje, że jednak lepsza jest rodzina homoseksualna niż dom dziecka.

      Like

  4. A gdzie umieścisz dzieci którytch sytuacja rodzinna jest nierozwiązana? W Domu Dziecka. Dzieci z głębokiej patologii które nia potrafią jeść sztućcami i się umyć, w wieku 7 lat skorzystać z ubikacji i się ubrać? W Domu Dziecka. Dziewczyny i chłopców powyżej 15 roku życia? W Domu Dziekca. Rodzeństwa 3+ o wiekowej rozpiętosci od 3 do 17 lat? W Domu Dziecka. Mogę tak bez końca.
    Rodziny zastępcze nie są gotowe by poradzić sobie z jednym dzieckiem które swoimi problemami obdzieliłoby dzisięcioro dzieci a muszą zajmować się więcej niż jednym dzieckiem stąd ich porażki można liczyć na pęczki. Dom Dziecka jest gotowy i potem przyjmuje te dzieci które rodziny zastępcze odrzuciły bo było za trudno. W Domach Dziekca też pracują ludzie którzy się o te dzieci troszczą, o te dzieci których nikt nie chce i oni nie mogą powiedzieć “Nie, dzięki. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy”. Rodzinę zastępczą czy adopcyjna można rozwiązać, Dom Dziecka nie moze zrezygnować.
    Skazane na adopcję zagraniczną są duże rodzeństwa albo dzieci z wadami fizycznymi lub chore. Nie obchodzi mnie w co wierzysz, takie są fakty – w Polsce nikt ich nie weźmie i basta. Nie łudź się, nie te pieniądze, nie ta stopa życiowa bez względu na orientację. A dziecka które ma problemy psychiczne (schizofrenia, bipolar, do wybortu do koloru), poważne opóźnienia lub jest zwyczjanie psychopatą lub socjopatą nikt nie zarekomenduje do adopcji bo nie ma rodziny adopcyjnej gotowej na wychowanywanie takiego dziecka. Na dokładkę posunełaś się do absurdalnego argumentu, że “odrzuty” których nie chcą hetero, może wezmą homo, wtedy twoi znajomi ewentulanie zaakceptują takie adpocje – ręce opadają. Co to? Sklep z przecenionym towarem?
    Widzę jasno że gadasz to co sobie wyobrażasz a nie masz wiedzy na ten temat praktycznie w ogóle. Więc dlatego twierdzę, że taka dykusja jest pozbawiona sensu bo pod płaszczykiem słusznego postulatu by zrównać związki homoseksualne z heteroseksulanymi w prawach adopcyjnych, sprzedajesz typowią internetową niewiedzę. To nie jest dobre dla nikogo.

    Like

    • „Rodziny zastępcze nie są gotowe by poradzić sobie z jednym dzieckiem które swoimi problemami obdzieliłoby dzisięcioro dzieci a muszą zajmować się więcej niż jednym dzieckiem stąd ich porażki można liczyć na pęczki.”

      Trzymasz się trochę przestarzałego polskiego podejścia. Stany Zjednoczone udowadniają, że rodziny zastępcze mogą sobie świetnie radzić i mogą zastępować domy dziecka. Porażki chętnie pokazuje się w telewizji i opisuje w gazetach, ale porażek wcale nie jest tak wiele. Domy dziecka pozostają w Stanach dla dzieci sprawiających szczególne problemy, a jak tylko jest możliwość to dziecko trafia do rodziny zastępczej. Większością dzieci zajmują się rodziny zastępcze. To jest dobra droga i nie objęta pochopnie. O dobrych stronach wypowiadają się nie tylko mitomani, ale też specjaliści. Jest cała lista udowodnionych zalet, np. przy umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej jest znacznie większa szansa na poradzenie sobie z chorobą sierocą. Dlatego i w Polsce chciałoby się żeby rodzin zastępczych było więcej. Nie po to żeby podążać za jakimś mitem, ale dlatego, że w innych krajach się to sprawdza. Warto naśladować coś dobrego.

      „Skazane na adopcję zagraniczną są duże rodzeństwa albo dzieci z wadami fizycznymi lub chore. Nie obchodzi mnie w co wierzysz, takie są fakty”

      Ale właśnie o tym pisałam wyżej. Dodałam jeszcze, że czasem wygląd, kolor skóry ma znaczenie. Jednak za granicą znajdują się chętni, chociaż też nie zawsze. To mogłyby być również osoby homoseksualne. Elton John chciał przecież adoptować chorego chłopca z Ukrainy, a wiele osób by się na to nie zdobyło.

      Like

      • „Na dokładkę posunełaś się do absurdalnego argumentu, że “odrzuty” których nie chcą hetero, może wezmą homo, wtedy twoi znajomi ewentulanie zaakceptują takie adpocje – ręce opadają. Co to? Sklep z przecenionym towarem?”

        Nie sklep z przecenionym towarem, ale branie pod uwagę szansy na posiadanie przez dziecko rodziców. Dla osób homoseksualnych jest to krzywdzące (chociaż i bez tego nie mogliby adoptować jeśli w ogóle nie ma możliwości adopcji, a jeśli nie chcą dziecka, którego nie chcieli też heteroseksualni to nie będą go mieć i tyle), ale dla dziecka już niekoniecznie. Kiedy ktoś ma obawy czy jakby nie para homoseksualna to dziecko trafiłoby lepiej do jakiejś rodziny heteroseksualnej (jeśli przy tym uważa, że taka rodzina bardziej go przekonuje z jakiś powodów), to kiedy dochodzi do wyboru między domem dziecka, wtedy może dostrzec coś innego i oceniać tutaj na korzyć rodziców homoseksualnych. Ludzie mają o wiele gorsze poglądy, a w ogóle dopuszczenie możliwości adopcji przez pary homoseksualne, nawet jeśli będą brani pod uwagę w drugiej kolejności to zawsze jest jakiś mały kroczek, zmiana myślenia, mi się wydaje, że na lepsze. Dlaczego ma to nie być zmiana z gorszego na lepsze? Kto na tym traci?

        „Więc dlatego twierdzę, że taka dykusja jest pozbawiona sensu bo pod płaszczykiem słusznego postulatu by zrównać związki homoseksualne z heteroseksulanymi w prawach adopcyjnych, sprzedajesz typowią internetową niewiedzę. To nie jest dobre dla nikogo.”

        To raczej odmienne poglądy. Nie widzę szkodliwości w tym, że głoszę, że rodziny zastępcze są lepsze niż domy dziecka i że adopcje też są lepsze niż domy dziecka. Jak nie odnosić się do wyjątków to tak jest. Ale nawet jakby to była niewiedza, to czy mówienie czegoś, kiedy się o czymś nie ma wiedzy jest zawsze złe? Jeśli pomyśleć ile razy konserwatyści mijają się całkowicie z prawdą i dzięki temu udaje im się kogoś przekonać, wzbudzić lęk, to od razu chętniej sama jestem czasem gotowa stosować nawet pewne nawet i tanie chwyty, ale mające jakąś skuteczność. Trzeba pamiętać, że dla nich bardzo często cel uświęca środki. Kiedy trzeba zagrać z kimś kto oszukuje i dzięki temu odnosi zwycięstwa to co pozostaje?

        Like

  5. Jest złe kiedy w swej niewiedzy sprzedaje się mity a nie fakty – mitem jest że homoseksulaizm to choroba, faktem ze chorobą nie jest – czy to jasne? Tu nie są Stany, tu jest Polska i niestety do polskiej rzeczywistości musisz przykroić swoje wymagania. Gdyby choroba sieroca była tych dzieci jedynym problemem (zresztą nie są sierotami – następna puszka Pandory), naprawdę byłoby świetnie. Ale nie jest i rodziny zastępcze słabo sobie radzą w zetknięcu z trudnymi przypadkami a takich jest większość. To nie są wyjątki, to jest smutna rzeczywistość. Piszę o czymś co znam z praktyki, ty piszesz tylko na podstawie swoich wyobrażeń.
    Argument “jak hetero nie będą chcieli to niech ostatecznie homo wezmą” jest krzywdzący zarówno dla homosekualistów jaki i dzieci i zły na tylu poziomach że głowa mała. Te dzieci nigdy nie miały łatwo i traktowanie ich w ten sposób jest uwłaczające i nie do przyjęcia. Dzieci to nie wybrakowany towar z nalepką “przecena” a homosekualiści nie są wybrakowanymi rodzciami, by traktować ich jak rodziców drugiej kategorii. Nie, nie będę się zniżał w dyskusjach i argumenatch do poziomu “konserwatystów”.

    Like

    • „Tu nie są Stany, tu jest Polska i niestety do polskiej rzeczywistości musisz przykroić swoje wymagania.”

      Uważam inaczej. Ten kraj nie powinien zostać zamknięty w sztywne ramy wiecznym twierdzeniem, że „w Polsce to się nie uda”, „tutaj nie ma nawet co próbować, bo to nie Stany, nie Zachód”. Lepiej dążyć do tego żeby Polska się zmieniała, nawet jeśli miałoby to następować powoli. Więcej rodzin zastępczych, więcej rodzinnych domów dziecka zamiast tych „tradycyjnych”. I można mówić, że rodziny zastępcze nie są odpowiednio przygotowane, nie są odpowiednio przeszkolone, że za decyzją stoją złe motywacje (samo to jeszcze nie musiałoby być złe jeśli ktoś by miał odpowiednie podejście zawodowe) i potem źle mierzą siły na zamiary, ale to tylko znaczy, że to tutaj trzeba zmian, a nie zawracania z takiej drogi. Za wcześnie na zniechęcenie i rezygnację.

      „Ale nie jest i rodziny zastępcze słabo sobie radzą w zetknięcu z trudnymi przypadkami a takich jest większość. To nie są wyjątki, to jest smutna rzeczywistość.”

      Ale mi nie chodzi o lekkomyślne wciskanie dziecka byle komu, pierwszym lepszym chętnym byle tylko uchronić je od domu dziecka. Nie. Jeśli dom dziecka jest koniecznością, nie jest się w stanie tak samo zadbać o dziecko inaczej, to dziecko powinno tam być. Chociaż moja postawa się zmienia jeśli chodzi o kraje w których dzieci głodują, łatwo mogą stracić życie, opieka nad nimi wygląda zupełnie inaczej niż u nas. Zresztą bywa, że i homoseksualiści szukają tam swojej szansy i znajdują dzieci gotowe do adopcji. Znajdują wbrew twierdzeniu, że dzieci nie ma. Jeśli nie trzeba być małżeństwem żeby adoptować dziecko, to jedna osoba adoptuje i nie musi mówić o swojej orientacji. Partner też może sam adoptować jakieś inne dziecko. I rzeczywiście tak się dzieje, wiem na pewno, że w Stanach Zjednoczonych i w niektórych krajach Europy były takie przypadki. Jeśli jest furtka pozwalająca na adoptowanie dziecka partnera to już jest łatwiej o to żeby takie adoptowane dziecko stało się wspólne również całkowicie oficjalnie. I to nie kwestia tego jak zwykle jest, liczy dzieci, brania pod uwagę większości przypadków, ale nawet i o jednostki. Mi wystarczy, że będzie kilka takich dzieci (gotowych do adopcji, kiedy chętnych brak, a nie trudno o takie przykłady), ty mówisz o tym jak jest w ujęciu statystycznym. Nie można twierdzić, że wcale nie ma takich dzieci, kiedy w rzeczywistości zdarza się, że są. Zresztą ogólnie na ludzi najczęściej bardziej działa przykład jednej takiej rodziny niż przedstawianie statystyki i mówienie jak to zwykle jest, a jak nie jest. Dla jednego procenta coś może być wszystkim, mimo że dla 99% będzie niczym. Sporo jest sytuacji w których za najlepsze uważam branie pod uwagę właśnie konkretnych jednostek i nie odnoszenie się do większości. Jakie znaczenie dla jednego dziecka, którego żadna rodzina heteroseksualna nie chce adoptować, chociaż byłaby taka możliwość, ma to, że na inne dzieci czeka wiele rodzin (tym bardziej jeśli przyłożyć to do różnych krajów).

      „Piszę o czymś co znam z praktyki, ty piszesz tylko na podstawie swoich wyobrażeń.”

      Zabawne jak bardzo Polacy uwielbiają wykazywać wyższość tego co jest, czego się kiedyś nauczyli, własnej praktyki, nad zmianami zachodzącymi w świecie. I już słyszałam coś podobnego, bo również jeśli chodzi o porody często znajdzie się specjalista broniący obecnej sytuacji w Polsce i tłumaczący, że to u nas postępuje się dobrze np. nacinając krocze na wszelki wypadek. Tak się kiedyś nauczył, w praktyce zawsze tak postępował i tak już musi dla nich zostać.

      „Nie, nie będę się zniżał w dyskusjach i argumenatch do poziomu “konserwatystów”.”

      A nie masz odczucia, że ich metody są skuteczniejsze niż racjonalne podejście, zagłębianie się w szczegóły, przekonywanie ludzi w oparciu tylko o fakty i prawdę, bez żadnego naginania, przemilczania tego co niekorzystne dla sprawy?

      Like

  6. “a homosekualiści nie są wybrakowanymi rodzciami, by traktować ich jak rodziców drugiej kategorii.”

    Tak są traktowani w sytuacji, kiedy wcale nie mogą wspólnie adoptować dziecka, a pary heteroseksualne mogą. Osoby zgadzające się na adopcję w drugiej kolejności uważają, że homoseksualiści są dobrymi rodzicami, ale problem widzą w reakcjach społeczeństwa. Problem jest przerzucony z rodziców homoseksualnych (kiedy nie ma do nich zastrzeżeń) na nietolerancyjne społeczeństwo. To zupełnie coś innego niż podejście “nie dawać dzieci homoseksualistom, bo to pedofile”.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s